Co daje masaż twarzy? Efekt nie tylko dla urody

Kobieta podczas masażu twarzy

Kiedy myślimy o masażu, który ma naprawdę odprężyć, najczęściej przychodzi nam do głowy masaż całego ciała. I słusznie. Ciepło, spokojny dotyk, rozluźnienie pleców, karku czy ramion potrafią sprawić, że napięcie wreszcie zaczyna odpuszczać. Twarz natomiast zwykle traktujemy trochę inaczej. Masujemy ją przede wszystkim po to, żeby wyglądała lepiej. Żeby była bardziej świeża, promienna, mniej opuchnięta, żeby poprawić jej owal czy złagodzić oznaki zmęczenia.

A przecież masaż twarzy może dawać znacznie więcej niż efekt dla urody. Nasza twarz przez cały dzień bardzo dużo „pracuje”. Marszczymy czoło, zaciskamy szczękę, skupiamy wzrok, unosimy brwi, napinamy okolice ust. Do tego dochodzą stres, wiele godzin przed ekranem, pośpiech i napięty kark. Często nawet nie zauważamy, jak mocno zaciśnięte są żwacze albo jak wysoko trzymamy ramiona. Dopiero kiedy ktoś zaczyna spokojnie pracować z tymi okolicami, orientujemy się, ile napięcia zdążyło się tam zebrać. Dlatego dobry masaż twarzy nie powinien, moim zdaniem, kończyć się na samej twarzy. Szyja, kark, obręcz barkowa, dekolt i skóra głowy tworzą z nią jedną całość. Trudno oczekiwać pełnego rozluźnienia rysów, kiedy barki są uniesione, kark sztywny, a żuchwa przez większość dnia pozostaje zaciśnięta. Praca z tymi obszarami tworzy warunki, w których również twarz może naprawdę odpuścić. I właśnie tutaj pojawia się coś, czego wiele kobiet zupełnie się po masażu twarzy nie spodziewa: głęboki relaks.

Twarz i głowa są bardzo bogato unerwione, dlatego spokojny, rytmiczny i bezpieczny dotyk może być niezwykle wyciszającym doświadczeniem. Kiedy ciało przestaje czuć, że musi być cały czas w gotowości, łatwiej jest zwolnić. Oddech staje się spokojniejszy, ramiona opadają, szczęka przestaje się zaciskać, myśli nieco cichną. To właśnie dlatego niektóre osoby po masażu twarzy mówią nie tylko, że ich twarz wygląda inaczej, ale przede wszystkim: „Ależ ja odpoczęłam”. Dla mnie jest to bardzo ważne także dlatego, że w masażu wciąż można spotkać przekonanie, że im mocniej, tym lepiej. Że skoro boli, to znaczy, że działa. A tak nie jest. Jeżeli celem jest rozluźnienie i głęboki relaks, przekraczanie granicy komfortu i ból sprawią, że ciało zamiast odpuszczać zacznie się bronić i jeszcze bardziej napinać. Oczywiście istnieją techniki terapeutyczne, w których pewien dyskomfort bywa uzasadniony, ale masaż nie musi boleć, a nawet nie powinien boleć, żeby był wartościowy.

Podobnie jest z twarzą. Chęć uzyskania widocznego efektu nie powinna oznaczać zgody na ból czy poczucie zagrożenia. Relaks potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Dobrze wykonany masaż twarzy może być dokładny, skuteczny i intensywny tam, gdzie jest to potrzebne, a jednocześnie przyjemny. Nie musimy wybierać pomiędzy komfortem a efektem. A ten efekt może być bardzo przyjemnym „dwa w jednym”. Rozluźniona twarz wygląda spokojniej, łagodniej i świeżej. Praca z napiętymi mięśniami, delikatne wsparcie odpływu limfy oraz rozluźnienie karku i szyi mogą sprawić, że twarz wygląda na bardziej wypoczętą. Jednocześnie sam masaż daje chwilę zatrzymania i odpoczynku, którego tak często brakuje nam w ciągu dnia.

Dlatego relaksacyjny masaż twarzy, Kobido czy kosmetyczny drenaż limfatyczny twarzy nie muszą być traktowane wyłącznie jako zabiegi „dla urody”. Mogą być również sposobem na chwilę głębokiego wyciszenia, rozluźnienie napiętej szczęki, karku i głowy oraz po prostu pobycie przez moment ze sobą. W moim studio w Siemianowicach Śląskich właśnie tak lubię patrzeć na masaż twarzy: nie jak na pracę wyłącznie z policzkami, czołem czy owalem, ale jak na całość. Twarz, głowa, szyja, kark, dekolt. Wygląd i samopoczucie. Uroda i odpoczynek. Bo czasami przychodzimy na masaż twarzy po to, żeby wyglądać lepiej, a wychodzimy z poczuciem cudownego relaksu i regeneracji sił

Zobacz też

Może właśnie dziś warto zrobić coś tylko dla siebie?

Nie musisz czekać, aż wszystko będzie zrobione. Czas dla siebie też jest ważny.